Faworki (chrust)
Faworki to mój ulubiony karnawałowy słodycz — lubię pączki i racuchy, ale nic nie przebije chrupiących, nabąblowanych faworków, które smaży moja Mama. Warto uczcić nimi choćby Ostatki, koniec karnawału, i na chwilę zapomnieć o dietach, kaloriach i węglowodanach.
Przepis, z którego korzysta Mama, ma długą historię i przekazywany jest od kilku pokoleń kolejnym faworkarzom. Podobno moja Prababcia dostała go od znajomego cukiernika, który poznał go, pracując w słynnej cukierni A. Blikle. Faworki wychodzą bardzo smaczne, chrupiące i pełne pęcherzyków powietrza, a ich przygotowanie zajmuje naprawdę niewiele czasu.
Więcej pomysłów na karnawał znajdziesz w dziale karnawałowe smakołyki. Z pozostałych białek upieczesz ciasto z białek — anielski puch, a jeśli chcesz uzupełnić karnawałowy stół, sprawdź też pieczone pączki i róże karnawałowe.
Faworki (chrust) — przepis krok po kroku
Faworki (chrust)
Rodzaj dania: DeserKuchnia: PolskaTrudność: Średnie6
porcje30
minut15
minut275
kcal45
minutCienkie, kruche i pełne bąbelków faworki smażone na głębokim oleju i oprószone cukrem pudrem. Rodzinny przepis z kilku pokoleń.
Składniki
200 g mąki
3 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3-4 łyżki śmietany
1 łyżeczka spirytusu (lub octu spirytusowego)
olej do głębokiego smażenia (ok. 1 litr)
cukier puder do posypania
Przygotowanie
- Połącz wszystkie składniki i wyrób ciasto (najlepiej ręcznie). Musi mieć taką gęstość jak ciasto na makaron.
- Teraz pobij ciasto, żeby wbić w nie powietrze (Mama twierdzi, że nigdy tego nie robi, a bąbelki i tak są; Dziadek zapewnia, że to niezbędne).
- Rozwałkuj ciasto bardzo cienko i pokrój radełkiem na paski.
- W środku każdego paska zrób nacięcie i przeciągnij przez nie jeden z końców.
- Smaż krótko na rozgrzanym, głębokim oleju do zbrązowienia.
- Odsącz z tłuszczu na papierowym ręczniku i posyp cukrem pudrem.
Uwagi dodatkowe
- Rozwałkuj ciasto naprawdę cienko. To od cienkości zależy chrupkość i liczba pęcherzyków — grubsze faworki wychodzą twarde zamiast kruchych.
- Smaż krótko, partiami. Faworki brązowieją w kilkanaście sekund, więc pilnuj garnka — a zbyt wiele naraz obniży temperaturę oleju i nasiąkną tłuszczem.

oszeniż siem se mnom?
Polka – no co ja poradzę, że łasuch i faworkowy potwór jestem? :-)
Patrizia – wstawię dziś relację ;-)
Z niecierpliwością czekam na recenzję :):)
Pozdrawiam, http://www.kuchnia-malolaty.blogspot.com
O nie i Ty też masz (miałeś) faworki??
Nie lubię Was :p Was faworkożerców :D
Patrizia – dzięki za odwiedziny i miłe słowa. O tak, napiłbym się teraz takiej gęstej, gorącej czekolady…
Mich – jutro dam znać jakie wnioski przyniosła analiza organoleptyczna :-))
pięknie prezentuje się Twój chrust! rzeczywiście są różnice w przepisie,
czekam na porównanie:)
Cudne, piękne, urocze :) A z rozpuszczoną czekoladą jeszcze lepsze :)
Pozdrawiam, http://www.kuchnia-malolaty.blogspot.com
Mafilka – ja jutro też będę robił i tymn razem nie ubiję ciasta – dam znać czy jest różnica.
Asieja – a co stoi na przeszkodzie? Raz w roku (u mnie to raz w tygodniu) trzeba się zapomnieć ;-)
z przyjemnością zapomniałabym jutro o kaloriach dla takich faworków.. :-)
Ha, ja nie biję ciasta i pęcherzyki mam ;)) Ubijam solidnie zółtka, mikserem, a efekt taki sam jak okładanie ciasta wałkiem. Robię jutro :)